Dwie Ojczyzny

Spread the love

Jeszcze tydzień temu nie myślałam, że będę pisać te słowa. Miałam w planie napisać tekst o tym, z jaką reakcją spotkał się mój felieton o czytelnictwie wśród młodzieży. Niestety ten temat będzie musiał jeszcze poczekać na swoją kolej. Po prostu ani ja ani nikt z rodziny czy ze znajomych nie przypuszczał, że wojska rosyjskie wkroczą na Ukrainę. A jednak! Stało się! Wkroczyli. Ja zaś dopiero dziś mam wreszcie wolne i mogę siąść do komputera, by na spokojnie podzielić się swoimi myślami.

Pierwszego dnia byłam w stanie tylko zmienić na Facebooku na oficjalnym swoim profilu zdjęcie na związane z Ukrainą. Przedstawiało mnie na lwowskich targach książki. Towarzyszył mu podpis:

Zdjęcie zrobione 10 lat temu, a jakby wczoraj. Mój ukraiński wydawca żyje w Charkowie i cały dzień przeżywa ostrzał. Jego syn, który wraz z nim prowadzi wydawnictwo, bo to rodzinny biznes, utknął poza granicami Ukrainy i nie może wrócić do domu. Wszyscy w rozpaczy!

Spotkała mnie z tego powodu krytyka. Czytelniczka napisała.

Nie uważa pani, że zdjęcie z uśmiechem od ucha do ucha jest nie na miejscu, kiedy na Ukrainie rozgrywa się tragedia wielu rodzin, bo wybuchła wojna?

Odpowiedziałam:

wtedy kiedy je robiłam nie było wojny. Nie mam zdjęć z Ukrainy bez uśmiechu. Ilekroć tam jechałam byłam tam szczęśliwa. Mam na Ukrainie teściów, bo mój mąż jest Polakiem stamtąd, więc jest to w pewnym sensie moja druga Ojczyzna, a przynajmniej Ojczyzna moich bliskich. Mam tam rodzinę synowej i wydawcę. Dlatego nie uważam, by zdjęcie, na którym jestem uśmiechnięta było nieodpowiednie.
Czy ma Pani jeszcze jakieś pytania? Czy może chce Pani spotkać się ze mną i nauczyć mnie jak powinnam cierpieć lub okazywać cierpienie? Rozumiem, że ma Pani stosowne wytyczne jak powinno wyglądać właściwe wsparcie bliskich i okazywanie tego wsparcia.

I nastała cisza.

Początkowo chciałam napisać na blogu tylko krótki tekst. Taki apel o pokój, o który zawsze apelują kandydatki do tytułu miss piękności. Chciałam zaapelować i ja. Zaapelować konkretnie. Do zachodu o pomoc. Do Putina, by wyszedł z Ukrainy. Do Białorusi, by nie wspierała tyrana. Do rosyjskich matek, by wyszły na ulice wymusić na rosyjskim rządzie powrót synów z wojny, na którą ich wysłał. Do Polaków o jedność.

Układałam to sobie w głowie jeżdżąc do pracy, wracając z pracy i w każdej wolnej chwili. Ale w miarę upływu czasu ów apel w mojej głowie się rozrastał. Wszystko dlatego, że w domu oboje nie śpimy kolejny dzień. I kolejny dzień prowadzimy rozmowy uniemożliwiające robienie czegokolwiek innego.

Na Ukrainie jest rodzina Ulubionego, czyli mojego męża, a więc: moi teściowie, czyli jego rodzice, ciotki i wujowie, kuzyni i ich dzieci. Na Ukrainie jest rodzina mojej synowej, a więc: rodzice i siostra, dziadkowie, ciotki, wujowie, kuzyni itd. – wszystkich znam osobiście. Na Ukrainie w Charkowie mieszka mój ukraiński wydawca, a to cała spora rodzina, bo wydawnictwo to po prostu rodzinny biznes. Na Ukrainie mieszka sporo moich przyjaciół i znajomych. Są w Krzemieńcu, w Kijowie, we Lwowie i wielu innych miejscowościach. Są to ludzie, których poznałam jako dziennikarka, pisarka, czy zwykła osoba, bo np. studiowali lub pracowali ze mną etc. Na Ukrainie mieszkają rodziny moich ukraińskich przyjaciół, których znam z Polski. Jest ich sporo. Nie jest więc to sytuacja jak np. z Afganistanem czy Syrią, które przy całym moim współczuciu są jednak krajami dalekimi kulturowo i zupełnie nieznanymi. W życiu swoim bowiem nie tylko nigdy nie byłam w Syrii czy Afganistanie, ale też nie poznałam ani jednego Afgańczyka czy Syryjczyka. A Ukraina dla mnie jest jak druga ojczyzna.

Od trzech dni wymieniamy więc z bliskimi SMSy, maile, wiadomości na Messengerze, WhatsApp, Viber i wielu innych komunikatorach. Wiem już, że część rodziny mojej synowej opuściła Humań, na który spadły bomby. Wiem, że mój wydawca z rodziną opuścił Charków, wiem, że teściowie są na razie bezpieczni, bo mieszkają w Użgorodzie, czyli na granicy ukraińsko-słowackiej, ale nerwy są. Tuż koło ich domu jest fabryka. W każdej chwili może zostać zbombardowana, gdyby tylko Putinowi chciało się iść z wojskami także na Zakarpacie. Dlatego nie wiemy jak długo teściowie są w miarę bezpieczni. Nikt przecież nie spodziewał się tego, co się stało.

Toczę rozmowy z Ulubionym, który nagle chciał jechać na wschód. Musiałam mu uświadomić, że z jego wadą wzroku to jazda na pewną śmierć, bo zgubi okulary i… już nie żyje. A ma obowiązki tu wobec mnie. Starszej o 17 lat żony, która znalazła w nim swoją drugą połówkę. Znaleźliśmy się zresztą jak w korcu maku. Czy wojna ma nas rozdzielać?

Od kilku dni dzwonią do nas znajomi i pytają o rodzinę Ulubionego i rodzinę synowej. Dzwonią wśród nich ci, którzy 10 lat temu, gdy braliśmy ślub mówili, że zdradziłam naród polski. Udaję, że nie pamiętam. Słucham słów pocieszenia i wsparcia. Bo nikt nie wie, co będzie dalej.

Władimir Putin, jak 1 września 1939 roku Adolf Hitler, zaskoczył śpiących mieszkańców Ukrainy i wkroczył na ich terytorium. Swojemu narodowi wmówił to, co Polakom wmawiały podręczniki historii interpretując agresję ZSRR na Polskę 17 września. Bowiem polskie podręczniki z okresu PRL pisały, że wojska radzieckie wzięły te tereny na wschód od Buga „w obronę przed zbliżającą armią niemiecką”. Tak samo i Putin mówi swoim rodakom, że wziął w obronę Donbas i Ługańsk. Czy rzeczywiście potrzebowały obrony?

Putin rok temu napisał list do Ukraińców. Nazwał ich „oszukanymi Rosjanami”, a ich język dialektem, na koniec wreszcie odmówił prawa do istnienia, bo nie ma takiego narodu. Niepotrzebne jest więc takie państwo jak Ukraina. Co ciekawe napisał to po ukraińsku.

Mam o tyle lepszą sytuację niż przeciętny człowiek mieszkający na zachodzie, że po prostu znam i rosyjski i ukraiński. W obu tych językach w miarę swobodnie rozmawiam, czytam, oglądam TV i słucham radia. Jeśli idzie o rosyjski wynika to z prostego faktu, że uczyłam się go w szkole, bardzo lubiłam, bo miałam dobre rusycystki, które umiały zachęcić a nie zniechęcić, zdawałam więc maturę z rosyjskiego. Jeśli zaś idzie o ukraiński, to przyczyny są rodzinne. Dla rodziny Ulubionego pobierałam lekcje ukraińskiego u Pani Kasi – Polki, która przyjechała tu z Ukrainy. Uważałam, że czemu mamy rozmawiać po rosyjsku, a więc w języku, w którym żadne z nas nie mówi w domu? Stąd moja decyzja o nauce ukraińskiego. Gdy mój syn się ożenił z Ukrainką ta nauka zaprocentowała w dwójnasób.

Wszystko to sprawia, że czytam informacje ze wszystkich stron, a gdy oglądam filmy z frontu i słyszę toczące się na nich rozmowy to wszystko rozumiem, nie potrzebując ani pomocy tłumaczy ani napisów. Za pogranicznikami z Wyspy Węży powtarzam: «Русский военный корабль иди нахуй!»

Nie jest prawdą, że Ukraińcy są oszukanymi Rosjanami, że nie ma takiego języka tylko dialekt i że to nie jest naród. Jest! O tożsamości narodowej decydują język i kultura, a także historia. Ukraińcy to mają. Mają swoją literaturę, wprawdzie jej historia jest krótka, bo zaledwie dwustuletnia, ale jest. Mają swoją kulturę i choć wywodzi się ona z ludu, to wcale nie znaczy, że jest gorsza od kultury mającej korzenie szlacheckie. Mają swoją historię walk niepodległościowych, których przedstawicielem jest dla mnie na przykład Symon Petlura. Te słowa Putina o oszukanych Rosjanach i ukraińskim dialekcie to nie jest więc coś, co sprawi, że Ukraina się podda. Wręcz przeciwnie. Kraj, który ma 30 lat tak łatwo nie odda swojej niepodległości. Zwłaszcza, że jak to jest z tym ukraińskim językiem?

Gdy znajomi mnie pytają, czy trudno było się nauczyć zawsze odpowiadam, że nie. Dlatego, że 75% wyrazów jest podobnych do tych w języku polskim. Niektórzy językoznawcy twierdzą wręcz, że gdyby zamiast cyrylicą zapisywać ukraiński alfabetem łacińskim przypominałby słowacki. Czy jest to więc dialekt rosyjski? Nie! Sporo o tym pisałam już na blogu, ale jedną rzecz przypomnę.

Gdy uczyłam się ukraińskiego moja nauczycielka ostro walczyła z rusycyzmami w moim ukraińskim, więc starałam się pilnować i pilnuję do dziś. Żadnego „janwarja” – tylko „siczeń”. „Fiewralja” też nie ma. Tylko „ljuty”. Czym jest „janwar” w rosyjskim jak nie odpowiednikiem „januarego”, a więc pochodzącym z łaciny określeniem miesiąca posiadającego nazwę od boga Janusa. Nie jest to więc rosyjskie słowo. A skąd nasze słowo „styczeń” bądź ukraińskie „siczeń”? Skąd nasz „kwiecień” i ukraiński „kwiteń” zamiast „aprila”? Rusz głową Polaku i sam odpowiedz sobie na pytanie czy ukraiński to dialekt czy język?

A teraz wróćmy na chwilę znów do Putina. Czemu to wszystko robi? Czemu wkroczył na Ukrainę? Wcale nie dlatego, że myśli o Ukrainie jako sztucznym państwie, a jego obywatelach jako o oszukanych Rosjanach. To pretekst. Rzeczywistych powodów jest kilka. I na pewno wszystkich nie wymienię, choć spróbuję.

Po pierwsze: To zemsta za upokorzenie w oczach całego świata, czyli za przegonienie Wiktora Janukowycza – marionetki w rękach Putina. On już mu gratulował wygranej w wyborach, a tu… Ukraińcy udowodnili, że wybory zostały sfałszowane, przegonili i pokazali światu dowód pychy, czyli pałac ze złotym tronem etc.

Dlaczego Ukraińcy nie chcieli marionetki? Bo od lat wyjeżdżają za zachód. W Polsce mieszka ich już około półtora miliona. Ilu z nich wyjechało dalej na zachód od Polski? A każdy ma rodzinę na terenie Ukrainy i każdy mógł opowiedzieć jak wygląda życie na zachodzie. Dlatego na Ukrainie rzadko kto tęskni za czasami ZSRR. W przeciwieństwie do Rosji, której obywatele o wiele rzadziej wyjeżdżają na zachód, tęsknią za potęgą radzieckiego państwa i marzą o jej odbudowie oskarżając o wszelkie zło Michaiła Gorbaczowa, którego pieriestrojkę uważają za błąd. (Odsyłam do swojego felietonu, gdy opisywałam spotkanie z rosyjskimi pisarzami z Irkucka). Ukraińcy chcą demokracji, normalności i wolności. Chcą tego, co widzą wyjeżdżając na zachód lub tego, o czym opowiadają im rodacy wracający z zachodu. Chcą po prostu lepszego życia.

Po drugie: Po co Putinowi Ukraina? Bo jest ważna. Specjaliści już wytłumaczyli, a w internecie pojawiła się kopiowana przez internautów wyliczanka, którą i ja pozwolę sobie skopiować:

Ukraina jest drugim co do wielkości krajem w Europie i ma populację ponad 40 mln, a więc większą niż Polska.

Ranking Ukrainy:

  • Pierwsze miejsce w Europie pod względem sprawdzonych, nadających się do recyklingu zasobów rudy uranu.
  • Drugie miejsce w Europie i 10. miejsce na świecie pod względem zasobów rudy tytanu;
  • Drugie miejsce na świecie pod względem zbadanych zasobów rud manganu (2,3 mld ton, czyli 12% światowych zasobów);
  • Drugie co do wielkości rezerwy rudy żelaza na świecie (30 mld ton);
  • Drugie miejsce w Europie pod względem zasobów rudy rtęci;
  • Trzecie miejsce w Europie (13 miejsce na świecie) w zasobach gazu łupkowego (22 bln m sześc.);
  • Czwarty na świecie pod względem łącznej wartości zasobów naturalnych;
  • Siódme miejsce na świecie w zasobach węgla (33,9 mld ton).

Ukraina to ważny kraj rolniczy:

  • Pierwsze miejsce w Europie, jeśli chodzi o grunty orne;
  • Trzecie miejsce na świecie po czarnej ziemi (25% wolumenu światowego);
  • Pierwsze miejsce na świecie w eksporcie oleju słonecznikowego;
  • Drugie miejsce na świecie w produkcji zbóż i czwarte w eksporcie zbóż;
  • Trzeci co do wielkości producent i czwarty co do wielkości eksporter kukurydzy na świecie;
  • Czwarty co do wielkości producent ziemniaków na świecie;
  • Piąty co do wielkości producent żyta na świecie;
  • Piąte miejsce na świecie w produkcji ubocznej (75 000 ton);
  • Ósme miejsce na świecie w eksporcie pszenicy;
  • Dziewiąte miejsce na świecie w produkcji jaj kurzych;
  • Szesnaste miejsce na świecie w eksporcie serów;
  • Ukraina może zaspokoić potrzeby żywnościowe 600 milionów ludzi.

Ukraina to ważny kraj uprzemysłowiony:

  • Pierwsze miejsce w Europie w produkcji amoniaku;
  • Drugi co do wielkości system rurociągów gazu ziemnego w Europie i czwarty na świecie;
  • Trzeci co do wielkości w Europie i ósmy na świecie pod względem mocy zainstalowanej w elektrowniach jądrowych;
  • Trzecie miejsce w Europie i jedenaste na świecie pod względem długości sieci kolejowej (21 700 km);
  • Trzecie miejsce na świecie (po Stanach Zjednoczonych i Francji) w produkcji sprzętu lokalizacyjnego;
  • Trzeci co do wielkości eksporter żelaza na świecie;
  • Czwarty co do wielkości eksporter turbin do elektrowni jądrowych na świecie;
  • Czwarty na świecie producent wyrzutni rakiet;
  • Czwarte miejsce na świecie w eksporcie gliny;
  • Czwarte miejsce na świecie w eksporcie tytanu;
  • Ósme miejsce na świecie w eksporcie rud i koncentratów;
  • Dziewiąte miejsce na świecie w eksporcie produktów przemysłu obronnego;
  • Dziesiąty największy producent stali na świecie (32,4 mln ton).

Ale to nie jedyne powody, dla których Putin pożąda ziem Ukrainy jako części imperium rosyjskiego. Jest wreszcie po trzecie: powód historyczny. Putin wie, że Kijów jest starszy od Moskwy, że Ruś Kijowska była przed Rusią Moskiewską. Gdzie poszedł z wyprawą Bolesław Chrobry w 1018 roku jak nie do Kijowa? Moskwa była wtedy nic nieznaczącą osadą. Zresztą najstarszy dokument, który jej dotyczy pochodzi dopiero z XII wieku.

Tymczasem Putin ma ambicje stworzyć znów wielką Rosję, a nawet… mocarstwo na wzór imperium carskiego. Problem w tym, że dziś cały świat mówi o prawie narodów do samostanowienia. I jeśli jakiś naród posiadający własne państwo nie chce być częścią Rosji to Putin będzie miał problem z wymuszeniem na świecie uznania swojego panowania w Ukrainie. A i wsadzenie tam nowej marionetki nie będzie takie proste.

Nie jestem analitykiem politycznym, ale uważam, że raz danej wolności i własnego państwa, nawet jeśli nie było ono do końca takie o jakim Ukraińcy marzyli, nie oddadzą.

Nie jestem też politykiem, zresztą nie nadaję się, bo jestem zawsze szczera. A polityka wymaga oszukiwania przeciwnika. Nie wiem więc jakie kroki powinien przedsięwziąć ukraiński prezydent, który nagle z komika stał się mężem stanu.

Wiem, że jestem za wolną Ukrainą! Jest to kraj piękny, ze wspaniałymi widokami, przyrodą, żarciem i ludźmi. Mam z Ukrainy tylko dobre wspomnienia. Gdy w ubiegłym roku we wrześniu byłam tam w Krzemieńcu na Dialogu Dwóch Kultur radowały mnie wszystkie rozmowy, wizyty w sklepach, widoki, spacery etc.

Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, kiedy i Rosja po taką wolność sięgnie. Wiem, że jej obywatele nie znają prawdy. Wiem jak manipuluje rosyjska telewizja, bo wielokrotnie ją oglądałam. Wiem, że Rosjanie mają zakaz organizowania protestów. Wiem, że tamtejsze prywatne media mają zakaz publikowania informacji, których źródłem nie są oficjalne komunikaty rządowe. Wiem, że są odcięci od pewnych stron internetowych, kanałów informacyjnych etc.

Wiem też, że trudno jest walczyć z tyranem, który dysponuje czymś takim jak Syberia.

Ten mój tekst to wielokrotny apel.

  1. Apel do wszystkich czytających, by podawali go dalej. Google translator przetłumaczy na inne języki i może ktoś coś z tego zrozumie. Może zrozumie moje intencje.
  2. Apel do rosyjskich matek o to, by wyszły na ulicę i żądały od Putina, by oddał im ich dzieci wysłane na wojnę z Ukrainą.
  3. Apel do przywódców zachodnich, by wsparli Ukrainę na wszelkie możliwe sposoby. Bez patrzenia na straty finansowe. Nie znam nikogo, kto umierając zabrałby ze sobą na tamten świat cokolwiek, a co dopiero pieniądze!
  4. Apel do władz Białorusi, by wycofały swoje poparcie dla działań Putina.
  5. Apel do podzielonego polskiego społeczeństwa, by zjednoczyło się. Tylko w jedności nasza siła. Wczoraj Gruzja, dziś Ukraina, a my stoimy w kolejce.
  6. Stop wojnie!

I tak na koniec trochę poezji. Wiersze trzech różnych poetów w kolejności chronologicznej, jak powstawały. Wszystkie trzy ku refleksji. Bo do tego służy poezja.

Do prostego człowieka

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić „historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”.
– O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

Julian Tuwim (1929)

Powstały w 1929 roku wiersz Juliana Tuwima uchodzi za najważniejszy manifest antywojenny.

Dwie matki

Dwie mi Matki-Ojczyzny hołubiły głowę –
Jedna grzebień bursztynu czesała we włos
Druga rafy porohów piorąc koralowe
Zawodziła na lirach dolę ślepą – los…

Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,
Czerep drugą obijał – pijany jak trzos –
Jedna boso garnęła smutek za błękitem –
Druga kurem jej piała buntowniczych kos

Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy –
W warkocz krwisty plecionej jagodami ros –
Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy –
By serce rozdwojone płakało jak głos…

Zygmunt Jan Rumel (lipiec 1941)

Wiersz Zygmunta Rumla, który nota bene zginął na Wołyniu (na marginesie: w filmie „Wołyń” Wojtka Smarzowskiego Ukraińca, który kazał rozerwać końmi polskiego oficera, czyli postać wzorowaną na życiorysie Rumla, grał Ulubiony, a sam Zygmunt Rumel jest patronem naszej dzielnicowej biblioteki) pokazuje jak rozdarty może być człowiek mający dwie ojczyzny. On miał i Polskę i Ukrainę.

Ten jest z ojczyzny mojej

Ten, co o własnym kraju zapomina.
Na wieść, jak krwią opływa naród czeski,
Bratem się czuje Jugosłowianina,
Norwegiem, kiedy cierpi lud norweski,

Z matką żydowską nad pobite syny
Schyla się, ręce załamując żalem,
Gdy Moskal pada – czuje się Moskalem,
Z Ukraińcami płacze Ukrainy,

Ten, który wszystkim serce swe otwiera,
Francuzem jest, gdy Francja cierpi, Grekiem –
Gdy naród grecki z głodu obumiera,
Ten jest z ojczyzny mojej. Jest człowiekiem

Antoni Słonimski (1943)

Wiersz Antoniego Słonimskiego mówi o solidarności między narodami. Bądźmy dziś solidarni. Solidarni z Ukrainą. Bądźmy ludźmi!

PS Na Ukrainie zawsze byłam szczęśliwa. Nie mam stamtąd smutnych zdjęć. Długo szukałam czym zilustrować ten tekst i stwierdziłam, że… pojadę po bandzie. To mój przekaz dla Putina i putinowców. Zabawki, które można kupić tam, gdzie mieszkają moi teściowie, czyli na Zakarpaciu, bo uchodzą za huculskie. Sa też do kupienia w Polsce na Podkarpaciu i na Roztoczu. Babka i dziadek z narządami płciowymi na wierzchu. Bo «Русский военный корабль иди нахуй!» to dzisiaj i moje hasło. I wypowiadam je pokazując tę polsko-ukraińską zabawkę.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, historyczka sztuki, blogerka.