Prawie jak IPN

Spread the love

Do dziś dość często korzystałam z Wikipedii, bo uważałam, że to bardzo przydatna i potrzebna inicjatywa. Wprawdzie wielokrotnie czytałam, że nie jest wiarygodna, że często podawane są w niej nieprawdziwe informacje, a nawet w swoim czasie Angora opublikowała apel naczelnego, by dziennikarze nie korzystali ślepo z tego źródła, bo redakcja musiała potem zamieszczać sprostowania, ale… do Wikipedii zaglądałam. Kiedyś nawet próbowałam sama zostać wikipedystą. Niestety poza założeniem notki biograficznej Ludomira Benedyktowicza nie zrobiłam nic więcej, bo nie starczyło mi zapału, a przede wszystkim czasu. Zwłaszcza, że zakładanie haseł w Wikipedii wymaga nauczenia się różnych zaleceń edycyjnych, a czasu na to, to już mi zdecydowanie brak. Jeszcze tylko raz próbowałam zrobić coś dla Wikipedii. A mianowicie zamieścić zrobione przeze mnie zdjęcie nagrobka rabina Liwy z Pragi. Uważałam, że skoro jest tam zamieszczone stare, to można zamieścić nowe, zrobione teraz w 2009 roku. Już w połowie ‘korespondencyjnej dyskusji’ z Wikipedią chciałam zrezygnować z dawania im zdjęcia, bo ręce opadały mi, gdy czytałam jakieś zasady licencji itd. Uparłam się jednak i doprowadziłam sprawę do końca. Zrobione przeze mnie zdjęcie przedstawiające nagrobek rabina Liwy widnieje na stronach Wikipedii. Jednak na tym skończyła się moja działalność na społecznościowym forum wikipedystów. Jest z tym zbyt wiele zachodu. Wprawdzie założona przeze mnie krótka notka Ludomira Benedyktowicza (malarza, który stracił obie dłonie w Powstaniu Styczniowym, a mimo tego skończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium) w szybkim czasie rozrosła się, a nawet ktoś dołożył zdjęcia jego obrazów. A to z kolei dało mi spore uczucie satysfakcji, bo przecież wcześniej Ludomira w Wikipedii nie było, co wywoływało u mnie oburzenie i irytację, że byle g. jest tam wymienione, a takiego malarza nie ma. Ostatnio jednak stało się coś, co wywołało u mnie irytacje o wiele większą, a nawet spory szok i nie mam już do Wikipedii takiego ‘nabożeństwa’. Otóż przeczytałam na blogu znajomej literatki Juraty Bogny Serafińskiej informację, że trwa na Wikipedii dyskusja na temat usunięcia jej notki biograficznej. Zamrugałam oczami ze zdumienia, bo co jest złego w Juracie – nie wiem – i… zajrzałam w dyskusję na Wikipedii. Co tam wyczytałam? Między innymi, że: „Ilość książek imponująca, ale w zasadzie niemal wszystkie to publikacje własne (vide spis na stronie BN). Działa w polonijnych gazetach, ale czy to od razu predestynuje do encyklopedii? (…) Dodam jeszcze, że na 23 pozycje, które notuje BN, 15 jest wydanych własnym sumptem.” Kolejna osoba prześwietliła wydawnictwa, które wydawały książki Juraty. A następna napisała, że „brak jest publikacji w renomowanych wydawnictwach. Mocne usunąć.” Ktoś inny dodał, że:„Wydawanie własnym sumptem nawet setek książek nie wpływa na encyklopedyczność (zazwyczaj nie wpływa również na czytelnictwo tychże). Prowadzenie wywiadów z pisarzami – także nie. „Współpracowanie z Internetem” – brzmi kosmicznie, jeżeli dowiemy się, na czym owa współpraca polega, poza założeniem bloga o znikomej oglądalności, to można będzie powiedzieć więcej. Bycie członkinią ZLP jako żywo jednak też nie jest przepustką do encyklopedii PWN u, Wikipedii, ani jakiejkolwiek innej.” 
Nie chcę dalej babrać się w analizie dyskusji nad usunięciem hasła biograficznego Juraty Bogny Serafińskiej, bo wreszcie chyba dyskutanci doszli do porozumienia i ktoś je pewnie zredaguje zgodnie z zaleceniami Wikipedii i hasło będzie. Udało się bowiem dyskutantom przekonać administratorów portalu, że JBS sroce spod ogona nie wyleciała. Jednak po przeczytaniu tej dyskusji mam ogromny niesmak. To analizowanie jej dorobku, analizowanie tomików… toż to jak lustracja w IPN! Tyle, że w IPN lustrują konkretne osoby, które są np. historykami, a tu… ukrywający się pod nickami ludzie, którym prawo do bycia lustratorami dała liczba wpisanych przez siebie do sieci haseł. 
Wikipedyści liczyli poczytność bloga Juraty, choć jeden z nich (wielce zasłużony dla Wikipedii i piastujący nawet odpowiedzialne stanowisko w administracji portalu) swojego bloga ostatni raz aktualizował rok temu! Ale link do jego bloga na stronach Wikipedii widnieje! A jakże! A to Juracie zarzucono chęc promowania się przez Wikipedię. Generalnie wikipedyści, którzy w większości ukrywają się pod jakimiś nickami i których imion i nazwisk nie zna nikt z zaglądających do Wikipedii, zrobili coś w rodzaju sądu lustracyjnego na konkretnej osobie znanej z imienia i nazwiska! Toż to jakaś kompletna paranoja! Przyznam, że po przeczytaniu dyskusji o notce biograficznej na temat Juraty miałam przez chwilę ochotę napisać do Wikipedii prośbę o usunięcie notki o mnie. Bo ja nie wiem, czy chcę być w takim miejscu, którego administratorzy poddają artystów takiej lustracji! Nie wiem, czy chcę być w encyklopedii tworzonej przez ludzi, którzy uważają, że książki wydane w małych lokalnych wydawnictwach są mniej warte od tych wydanych w ogólnopolskich. Przecież wiadomo, że to, co najbardziej wartościowe to niekoniecznie to, co sprzedaje się milionowych nakładach! Ja tu się odwołam do jednego ze swoich ulubionych powiedzonek: „Ludzie! Jedzcie gówno! Miliardy much nie mogą się mylić!” 
Wrócę do Ludomira Benedyktowicza. To, że swoimi kikutami nie namalował miliardów obrazów nie znaczy, że nie był wart hasła! Ktoś jednak musiał je wpisać. Ktoś, kto go znał. Ja znałam, bo w swoim czasie przeczytałam fascynującą książkę „Paleta z mazowieckiej sosny” autorstwa Alicji Okońskiej, będącą biograficzną opowieścią o Benedyktowiczu. W swoim czasie opowiadałam o swojej fascynacji tą postacią Jackowi Frankowskiemu, a on… wiedział, o kim mówię. Dlaczego? Bo Ludomir Benedyktowicz to nie tylko malarz, ale i leśnik, a Jacek jest nie tylko rysownikiem, ale… z wykształcenia też leśnikiem. Co roku na Mazowszu organizowany jest konkurs imienia Ludomira Benedyktowicza. Ale by to wiedzieć, trzeba przeczytać hasło, by je przeczytać musi ono być, a by było, ktoś musi je zamieścić. Ktoś, kto cokolwiek o daje osobie wie. Tak samo jak ja wiedziałam coś o Ludomirze, ktoś wiedział coś o Juracie i to coś napisał. Tylko czy warto było? Jurata dowiedziała się o całym zamieszaniu w święta. I jak widać po wpisie na blogu zrobiło jej się przykro. Chyba niepotrzebnie. Po tej dyskusji to dla mnie nie Encyklopedia, a internetowy IPN i to bez mandatu do wykonywania lustracji. Oj chyba nie będę tam tak chętnie zaglądać, jak do tej pory. 
P.S. Przemyślenie z ostatniej chwili. Dyskusja nad usuwaniem notki o Juracie jest dla mnie o tyle bulwersująca, że… w Wikipedii swoje biografie mają… postaci fikcyjne. Nie tylko znani z literatury Stanisław Wokulski czy Geralt z Rivii, czy znany z filmu Ryszard Ochódzki, ale nawet kreskówkowy pokemon Pikachu.

About Małgorzata Karolina Piekarska
dziennikarka, pisarka, blogerka.

Print Friendly, PDF & Email

Jestem członkiem

Jestem członkiem

Kategorie

Ale to już było

Kalendarz

Listopad 2018
P W Ś C P S N
« Wrz    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Od 8 grudnia 2017 gości było...

  • 52
  • 116 558

Stypendysta MKiDN 2017

Na Facebooku

Na Google+

Już w księgarniach

Kliknij na okładkę – przeniesiesz się do księgarni wydawcy.


Syn-dwóch-matek_1000

projekt 4 c
Tropiciele_front
klasa-pani-czajki-wyd-ii-cd
okladka
kurs dziennikarstwa

Copyright © 2018 W świecie absurdów