Orzeczenie poniewczasie, czyli pismo o niczym

Spread the love

Gdy prawie rok temu pisałam tym, jak to po 13 latach dostałam decyzję sądu o umorzeniu postępowania apelacyjnego w sprawie o podniesienie przeze mnie czynszu lokatorowi, (a ów lokator najpierw się wyprowadził, a potem zmarł i wszystko to miało miejsce 10 lat temu), myślałam, że to już koniec sądowych idiotyzmów. Jakaż byłam naiwna! Wtedy śmieszyło mnie, że Sąd nazywa samego siebie „Sadem” i pisze o „postępwoaniu”. Już wówczas nie rozumiałam z tego niczego więcej poza tym, że sprawa została umorzona i zapewne uprawomocniło się zaskarżone orzeczenie pierwszej instancji, którego treści nie pamiętam i która nie ma dziś żadnego znaczenia. Dziś dostałam nowe pismo. W kopercie były dwie kartki. Treść obu zwaliła mnie z nóg. Brzmiała bowiem tak:

Kartka pierwsza: Sąd (taki a taki – przemilczmy, bo to żałosne)

doręcza Pani jako stronie odpis zapadłego poza rozprawą orzeczenia z dnia 3 stycznia 2023 r. Pismo nie wymaga podpisu. (Tu podpis sędziego i informacje o tym, że pismo nie wymaga podpisu… etc.). POUCZENIE: Od orzeczenia nie przysługuje żaden środek odwoławczy. Orzeczenie jako niezaskarżalne nie podlega uzasadnieniu.

Kartka druga to treść orzeczenia. Jaka? Otóż sąd (taki a taki – przemilczmy, bo to żałosne) postanawia:

sprostować postanowienie z 20 grudnia 2021 roku w ten sposób, że datę zaskarżonego wyroku zapisać prawidłowo „26 października 2010 r.”

Przyznam, że… dobrze, że siedziałam, bo bym padła. Sąd, który po 13 latach zajął się sprawą nieprawidłowo zapisał datę (ja na to nie zwróciłam uwagi, bo strona skarżąca nie żyje od lat 10, więc nie ma to wszystko znaczenia). I nagle rok po tym fakcie postanawia to sprostować i datę zmienić na prawidłową.

List z sądu odebrał Ulubiony. Nie otworzył go, bo list był do mnie, a Ulubiony szanuje tajemnicę korespondencji, choć jesteśmy małżeństwem i nie mamy przed sobą tajemnic. Dlatego znalazłam list na biurku w gabinecie i po otwarciu zawołałam Ulubionego. Pokazałam mu list, mówiąc czego dotyczy cała sprawa, bo… przecież kiedy wchodziła na wokandę to nie byliśmy małżeństwem i chyba nawet się nie znaliśmy. Ulubiony przeczytał orzeczenie, oczy prawie wypadły mu z orbit i stwierdził:

– Co za dno! Żeby marnować dwie kartki i kopertę na pismo o niczym.

No lepiej bym chyba tego nie ujęła. I tak siedzę w zdumieniu, patrzę na te dwie kartki i myślę:

Naprawdę 3 stycznia bieżącego roku sąd zajmował się takimi pierdołami? Jaka była dokładna data wyroku, który zapadł 13 lat temu? Wyroku, który nie ma żadnego znaczenia, gdyż facet, który wniósł sprawę do sądu nie żyje od lat 9, a od 10 nie mieszka w moim domu?

 

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

Z wykształcenia: historyczka sztuki, scenarzystka i bibliotekarka. Z zawodu: pisarka, dziennikarka i muzealniczka. Z pasji: blogerka, varsavianistka i genealożka. Miłośniczka: książek, filmów, gier planszowych, kart do gry, jamników i miodu...