Homo sovieticus tkwi w każdym z nas

Spread the love

Gdy po 25 latach wróciłam na studia, by napisać zaległą pracę magisterską musiałam zaliczać takie coś, co nazywa się OGUN, czyli wykład ogólnouniwersytecki. Tych OGUNów miałam do zaliczenia kilka. By studia były dla mnie przyjemnością, wybierałam takie wykłady, które uznałam za ciekawe lub przydatne w mojej pracy pisarskiej, dziennikarskiej etc.. Jednym z nich były zajęcia prowadzone w Studium Europy Wschodniej przez historyka z Białorusi, którym był dr Henadzi Semianchuk. Jego wykłady nazywały się „Homo sovieticus”. Były to pasjonujące konwersatoria o tym, co PRL zostawił w nas, a co zostawił ZSRR w ludziach ze wschodu. Tytuł zajęć zaczerpnięty został oczywiście z książki ks. Józefa Tischnera. Wnioski z zajęć były proste choć smutne: „homo sovieticus tkwi w każdym z nas, którzy wychowywaliśmy się w PRL czy ZSRR. On przechodzi też na nasze dzieci, a być może przejdzie na wnuki i prawnuki. Jednak to zależy od nas.” Na czym polega „Homo sovieticus”? Przykłady mogłabym wymieniać bez końca, ale to między innymi: skłonność do kombinowania, omijania i łamania przepisów, a także szukanie znajomości i wiara w istnienie uprzywilejowanych grup.

Ostatnio przeczytałam o tym, że poza kolejnością zaszczepiło się 18 osób ze świata kultury – m. in. Krystyna Janda, Krzysztof Materna, Magda Umer, Andrzej Seweryn z córką, Wiktor Zborowski i inni, a także polityk Leszek Miller. Gdy potem czytałam tłumaczenia aktorów i polityka to utwierdzałam się w tym, że mamy do czynienia z postawą „homo sovieticus” w praktyce, czyli PRL w pełnej krasie. Nikt nie pomyślał, że robi coś złego, choć przecież to czas szczepień lekarzy i personelu medycznego, a ci ludzie lekarzami nie są. Wyjaśnienia były: „myślałam, że jest osobna pula szczepionek dla aktorów” – powiedziała najmłodsza z zaszczepionych, czyli 45-letnia Maria Seweryn pokazując, że jest w niej wiara w istnienie grupy uprzywilejowanej. W demokracji? Dziwne.

Do tego doszła druga jej wypowiedź: „Nie było nikogo poza nami, pani doktor mnie zaprosiła i powiedziała, że ‘skoro już pani jest, niech pani wejdzie, jest otwarta dawka‘” śmiać mi się chciało. Oto narracja w stylu „ratuję szczepionkę przed zmarnowaniem się.” Tak zresztą próbowali to zachowanie tłumaczyć niektórzy internauci stający w obronie zaszczepionych celebrytów. Sęk w tym, że szczepionka po otwarciu nie musi być zużyta natychmiast *). Nie ma więc mowy o żadnym ratowaniu przed marnowaniem.

To co się stało to się już nie odstanie. Zaszczepieni powinni dostać drugą dawkę, by nabrać odporności. Problem jest w czym innym – nie w przyjętych poza kolejnością i po znajomości dawkach. Problem jest w tym, że ci ludzie nie widzieli w tym nic złego. Dopiero trzeba im było to pokazać, by powiedzieli przepraszam, by zrobiło im się głupio. Nie jest ich winą, że tkwi w nich „Homo sovieticus”. Ten tkwi w każdym z nas, którzy przeżyliśmy PRL. Problem, że oni tego nie widzą i sobie tego nie uświadamiają. A zobaczenie i uświadomienie sobie tego jest pierwszym krokiem do mentalnego wyjścia z PRL.

Rozumiem, że tkwi w nim Leszek Miller – w sumie szacunek za konsekwencje w wyznawanych poglądach. Internauci pytają jak on kończy. No… tak jak zaczynał, czyli w PRL. Ale aktorzy związani w stanie wojennym z opozycją, a także ich dzieci, mogliby wykazać się jakąś refleksją. Zwłaszcza, że nie tak dawno na COVID zmarli ich koledzy, którzy szczepionek nie doczekali. Wśród nich aktor Janusz Leśniewski, którego znałam osobiście, bo grał w moim spektaklu „Bubloteka”, a który w stanie wojennym był głosem solidarnościowego radia. W filmach grał między innymi z Krystyną Jandą.

Jan Śpiewak w liście otwartym do Krystyny Jandy napisał: „Po przyjęciu drugiej dawki powinna Pani natychmiast zgłosić się wraz z pozostałą siedemnastką do pracy w szpitalu zakaźnym, albo Domu Pomocy Społecznej i pracować tam wolontaryjnie do końca pandemii.” Ja dopiszę jeszcze, że powinna też pójść na cmentarz do wszystkich koleżanek i kolegów po fachu, którzy zmarli na Covid, bo nie doczekali szczepionki, a zacząć od Janusza Leśniewskiego. Może wtedy wypędzi z siebie „Homo sovieticus”. Chyba, że jednak on jej pasuje. A wtedy ja mam pytanie: czy ów „Homo sovieticus” nie kłóci się z „Człowiekiem z żelaza”?

A napisałam to wszystko jako człowiek kultury. Jako pisarka, a prywatnie żona aktora. Także jako osoba, która ciężko przeszła covid. Gdy znajomi mnie pytają czy się zaszczepię, odpowiadam: gdy przyjdzie moja kolej. Nie przyszło mi do głowy, że w tym przypadku można zachowywać się jak w PRL, czyli szukać znajomości i wciskać przed kolejkę. Rozumiem jednak, że teraz przed nami są komitety kolejkowe po szczepionkę. Powodzenia Polsko.

Na zdjęciu… Janusz Leśniewski i Krystyna Janda w filmie “Parę osób, mały czas”. Żródło: strona januszlesniewski.com.pl

*) Jest na ten temat wiele opinii, ile wynosi czas od otwarcia, czy można zamrażać powtórnie czy nie. Nie będę w to wchodzić. Jedno jest pewne. Nikt mi nie wmówi, że w szpitalu, w którym odbywały się szczepienia, a w którym nie zaszczepiono całego personelu to zaszczepienie 45-letniej Marii Seweryn było ratowaniem otwartej szczepionki.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, blogerka.