Wyruszyliśmy z Jego ulicy

Spread the love

Byliśmy wszyscy w trzeciej, przedostatniej, klasie liceum. Wydaje mi się, że nie odznaczaliśmy się specjalnie wielką religijnością, choć dla części z nas kościół Stanisława Kostki był parafialnym. Mój był ten drugi – Św. Jana Kantego – też przy Krasińskiego. Wydaje mi się, że w większości przypadków na msze za Ojczyznę „do Popiełuszki” bardziej chodziliśmy z powodu Ojczyzny niż z powodu mszy, jako obrzędu. Do kościoła w wielu przypadkach chodziliśmy poprzebywać razem w innej rzeczywistości i zaśpiewać „Boże coś Polskę”. Chyba chcieliśmy poczuć się wolnymi. Kiedy porwano, a potem okazało się, że zamordowano księdza Jerzego Popiełuszkę, chyba nie do końca wierzyliśmy, że to prawda. Koledzy opowiadali, kto z nim grał w ping-ponga, kogo uczył religii i tak dalej. Nadszedł dzień pogrzebu. Poszliśmy całą klasą, choć przecież wyjście ze szkoły było zabronione. Po prostu tego dnia nie poszliśmy na lekcje. W liceum im. Stefanii Sempołowskiej z naszej klasy w szkole został tylko Artur, którego oboje rodzice byli milicjantami z Komendy Stołecznej. Podobno prawie płakał, ale… musiał zostać. W domu oberwałby pałką, pasem czy cholera wie czym. Nigdy nie rozmawiałam z nim o tym, jak się wtedy czuł. Był to temat tabu. Wyruszyliśmy wszyscy z okolic szkoły. Do kościoła było blisko. Przejść tylko ulicę Stołeczną i… Krasińskiego w dół. Tłum nas rozdzielił, więc nie staliśmy całą klasą w jednym miejscu. Po latach nie pamiętam kto stał koło mnie. Wiem, że byłam na środku pasa zieleni ulicy Krasińskiego niemal na wprost tylnego wejścia do kościoła. I nie przypuszczałam, że na mszę przyszłam ze szkoły, która  po latach, nie przeprowadzając się, będzie stała przy ulicy Jego imienia. Tego, że zostanie wyniesiony na ołtarze byłam pewna. Wtedy jednak myślałam, że nie za mojego życia.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, historyczka sztuki, blogerka.