Dla kogo to?

Spread the love

Nigdy nie byłam fanką pornografii. Nie potępiam jej, ale mnie nie interesuje. Chociaż… wyemitowany w swoim czasie przez Canal + dokument o mężczyznach, którzy „pomagali” niejakiej Kasi Lasce pobić seksualny rekord świata obejrzałam. Nie było tam jednak (a przynajmniej ja nie kojarzę) pornografii, a wywiady z panami (nota bene nazwanymi np. „partner nr. 15, 77, 180”). Fascynujące. Na dokument trafiłam przypadkiem, ale zainteresował mnie, bo od dawna nurtowało mnie pytanie. Po co mężczyźni brali udział w takim… „przedsięwzięciu”? Pamiętam, że pryszczaty dziewiętnastolatek, który wyznał: „Pierwszy raz zrobiłem to z Kasiom. Jestem dumny, że zrobiłem to właśnie z niom” wbił mnie w fotel. Nie tylko prostota jego wypowiedzi i wymowa, ale treść. Wynikało z niej jasno, że… żadna dziewczyna go nie chciała, a on chciał sprawdzić, jak to jest, więc… zgłosił się na ochotnika do bicia seksualnego rekordu. Jego twarz zahukanego, pryszczatego i niezbyt rozgarniętego brzydala, sprawiającego zresztą wrażenie osoby trochę ograniczonej umysłowo wbiła mi się w pamięć.
Piszę o tym, bo do tej pory myślałam, że branża pornograficzna, czy erotyczna to filmy, gadżety i czasopisma. Wiedziałam, że są też „stosowne” wygaszacze na komputer, tapety na komórkę, ale to wszystko jednak też raczej w dużej mierze zdjęcia. Okazało się jednak, że jako osoba tym wszystkim niezbyt zainteresowana jestem zupełnie niedoinformowana. Dlatego przeżyłam pewien szok. Otóż rozmawiałam z koleżanką przez telefon, która na chwilę musiała odejść od aparatu i poprosiła, bym poczekała na linii. Jej nieobecność po drugiej stronie słuchawki się przedłużała, a tuż obok mnie na stole leżała gazeta z programem telewizyjnym (To i owo). Na ostatniej stronie widniała reklama, która jest tam zawsze, a w którą nigdy się nie wczytywałam. To reklama usług esemesowych na komórkę. Dzwonki, tapety i gry. Tym razem przyjrzałam się reklamie. Jaki dzwonek jest na pierwszym miejscu? (Alejandro – Lady Gaga.) I nagle rzuciło mi się w oczy coś takiego, że o mało nie spadłam z wrażenia z kanapy. Najpierw myślałam, że źle widzę lub źle przeczytałam, ale… nie. Rzecz dotyczyła gier na komórkę. Wiedziałam, że można przez SMS kupić takie gry, ale że są wśród nich gry dla dorosłych to nie miałam pojęcia. Co jest w ofercie? To tylko wybrane tytuły gier dla ludzi plus 18: „Co z tą dziurą”, „Tylko mnie czochraj”, „Janko bzykant”, „Wjazd od tyłu”, „Igraszki na zapleczu”, „Figle w akademiku 2” (znak, że już były „Figle w akademiku 1”) i „Doktor chuć”.
O rany! Czy „Doktor chuć” to odpowiedź na potrzeby dorosłych, którzy w dzieciństwie bawili się w doktora i zostali na tym przyłapani przez rodziców? Czy „Co z tą dziurą?” to gra dla pracowników jakiegoś przedsiębiorstwa robót drogowych, którzy znużeni polskimi drogami chcą odpocząć, ale nadal „być w temacie”? Czy „Janko bzykant” to coś dla tych, którzy przeczytali wszystkie nowele Sienkiewicza i jest im mało?
Mam znajomego, który jak wejdzie do wanny z komórką, to podobno (jak głosi stugębna plotka) potrafi tam siedzieć cztery godziny i grać w jakieś klocki. Samej też zdarzało mi się w kolejce w urzędzie grać w węża czy wirtualnego pokera, ale to jednak coś co naprawdę jest grą. Jak się gra w „Igraszki na zapleczu”? Nie wiem czy chcę wiedzieć. Ale kto w to gra i ilu takie gry mają odbiorców, a przede wszystkim kim oni są – bardzo by mnie interesowało.

P.S. Z zupełnie innej beczki… Za niecałą dobę kończą się licytacje moich książek na aukcjach allegro, z których dochód przeznaczony jest na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Jeśli ktoś chce wziąć udział – zapraszam i… przypominam. Licytować nie trzeba dla siebie. Można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i np. wspomóc nie tylko WOŚP, lecz także jakąś bibliotekę czy szkołę z terenów zalanych powodzią. Książki wyślę pod dowolny wskazany adres, a za przesyłkę płacę ja.
http://aukcje.wosp.org.pl/show_user_auctions.php?uid=3073646

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, blogerka.