Sranie w banie, czyli wezwanie

Spread the love

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się zdenerwowałam. Otóż wczoraj odebrałam z poczty wezwanie do sądu rodzinnego. Z wezwania wysłanego 31 marca wyczytałam, że 15 marca ma się odbyć sprawa, na której zostaną mi ograniczone prawa rodzicielskie. Mało się nie przewróciłam. Może sprawa się już odbyła? Może już mi ograniczono? Przecież 15 marca już był. A w ogóle, to… co ja źle robię? Nie piję, nie palę, nie znikam na całe noce, nie sprowadzam podejrzanych typów, nie zamieniam domu w melinę. Nie tłukę dziecka, nie demoralizuję, nie poniżam, nie molestuję, nie głodzę. O co więc chodzi? Było już po 16-tej i sąd nie działał. Ręce mi się trzęsły, więc zadzwoniłam do kumpla, który jest kuratorem sądowym, ale w innej dzielnicy. Poradził szczerą rozmowę z synem. – Ograniczyć prawa rodzicielskie można, gdy dziecko uchyla się od obowiązku szkolnego – powiedział. – Wtedy szkoła powiadamia sąd rodzinny. Może on się nie uczy? Uczy się. Może orłem nie jest, ale nieukiem też nie. Poza tym w szkole jest internetowy dziennik. Codziennie mogę zajrzeć do tego dziennika i sprawdzić stopnie. – Może wagaruje? – spytał kumpel. Też odpadało. W internetowym dzienniku można sprawdzić również nieobecności. – Może spisał go patrol szkolny albo policja? – indagował kumpel-kurator. Nic z tych rzeczy. Maciek twierdził, że nie. Z policją miał do czynienia raz, gdy całą drużyną w mundurkach harcerskich szli środkiem chodnika. Zostali pouczeni, by trzymać się krawężnika, ale nikt nikogo nie spisywał. Byliśmy więc z naszymi myślami w tzw. „czarnej dupie”. Zdenerwowani oboje – i ja i mój syn, którego na polecenie kumpla zawodowego kuratora przesłuchałam, czy aby na pewno nie jest cżłonkiem gangu itd. Oczywiście oboje pocieszaliśmy się, że to jakaś bzdura i się na pewno wyjaśni. Jednak wieczór mieliśmy z głowy. Wyjaśniło się rano. Sąd się pomylił. Wziął nie ten druk. Nie to wpisał. Sprawa, na którą mnie wzywają (nota bene na 15 maja) dotyczy czegoś zupełnie, ale to zupełnie innego. Zostałam przeproszona. I tylko… kto zwróci wczorajsze zepsute popołudnie? Miałam pójść na spacer do parku i fotografować. Zrobiłam cztery zdjęcia, bo więcej nie byłam w stanie. A sekretarka sądu do mnie dzisiaj: – Eeee tam. Nic się nie stało przecież. Pomyłki się zdarzają. A termin jest na 15 maja. Ważne, że odebrała pani wezwanie. To ja sranie w banie na takie wezwanie. PS. Znajomi namawiają, by wystąpić do sądu o odszkodowanie.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, blogerka.