Poziom za dwa miliardy

Spread the love

Gdy kilka dni temu media obiegała informacja, że sejm przeznaczył na media publiczne (w tym TVP) 2 miliardy złotych pomyślałam, że jest to rzeczywiście oburzające, gdy zanalizujemy na co w naszym kraju potrzeba pieniędzy. Jednak była we mnie też druga myśl spowodowana faktem, że spędziłam w telewizji publicznej ponad 20 lat, a związana z nią byłam od 4 roku życia, kiedy pracę w niej rozpoczął mój ojciec. Przez przeszło 40 lat mojego życia traktowałam TVP jak rodzinę i drugi dom (choć wielka szkoda, że była to miłość bez wzajemności i stało się to co się stało). W każdym razie to co zawsze leżało mi na sercu to myśl, by TVP była na wysokim poziomie. I rzecz jasna edukowała.

Dlatego pomyślałam, że przy takiej dotacji TVP mogłaby z powodzeniem przede wszystkim zrezygnować z wpływu z reklam, a tym samym reklam w ogóle i raz na zawsze uwolnić widzów od niesamowitych głupot, które są im serwowane po kilkadziesiąt razy dziennie przez każdy kanał telewizji publicznej. Nie chcę wpadać w dygresję, ale te teksty o wzdęciach czy kłopotach z trawieniem oraz o zebranych gdzieś tam ludziach, „którzy nie mogą uwierzyć, że ich umyte patelnie nie są czyste” doprowadzają mnie do szału. Dzięki takiej dotacji TVP mogłaby też przestać się ścigać na oglądalność z mediami komercyjnymi. Mogłaby po prostu być naprawdę misyjna. Tymczasem co się stało dosłownie chwilę po?

Otóż… w parze z dwumiliardowym dofinansowaniem mediów publicznych otrzymaliśmy nie tylko środkowy palec od pewnej posłanki, a kiedyś dziennikarki, ale też: materiał o dziennikarce TVN Kindze Rusin w „Wiadomościach” TVP oraz w tymże flagowym programie informacyjnym ujrzeliśmy lekarza podpisanego imieniem, nazwiskiem i funkcją zupełnie innego człowieka – profesora onkologii.

Na marginesie wyznam, że nie pamiętam, by kiedykolwiek doszło w TVP w jakimkolwiek programie informacyjnym do tak spektakularnej pomyłki jak podpisanie rozmówcy zupełnie innymi danymi. Zdarzały się czasem pomyłki w imieniu (np. Anna zamiast Anita), pomyłki w funkcji (przewodniczący zamiast prezes, czy kierownik zamiast dyrektor), ale nie coś takiego. I nie kojarzę tego w „Wiadomościach”, a raczej w programach lokalnych. Ja sama na zdjęcia zawsze jeździłam z notesem i notowałam dane personalne rozmówców, brałam też od nich wizytówki, by nigdy niczego nie pomylić.

Gorzej jednak jest z reportażem o Kindze Rusin. Przypomnę w tym miejscu, że chodzi o to, iż: dziennikarka TVN zamieściła na Instagramie swoje zdjęcie z piosenkarką Adele z zamkniętej imprezy i opisała co działo się na tej imprezie, będącej prywatnym hollywoodzkim przyjęciem po Oskarach. Ponieważ „mleko się rozlało”, więc po jakimś czasie wpis usunęła i zamieściła nowy. A potem jeszcze kolejny, za każdym razem tłumaczyła, że nie zrobiła nic złego, że zdjęcie Adele sama wybierała etc.

Mnie sprawa ubawiła m.in. z tego powodu, że często bywam w miejscach, w których są różni znani ludzie i jednak nie fotografuję się z nimi, a nawet jeśli, to nie wrzucam tego do sieci. A jeśli to robię to jednak w innej konwencji. Ponieważ jednak sama zainteresowana napisała, że stworzona na fali tej wpadki nakładka na FB ją bawi nie mniej niż wpisy instagramowiczów, więc i ja pozwoliłam sobie na żart parodiujący jej wpis i wzięłam udział w zabawie na fotomontaż z Kingą. Naprawdę sprawa była i zabawna i inspirująca. Niektórzy ten żart załapali, inni nie, ale to szczegół.

View this post on Instagram

Siedzę przed komputerem w L.A. i zaśmiewam się z memów powstałych na kanwie mojej relacji. Tak, moje przygody były jak z bajki i są wręcz niewiarygodne. Sama mam ochotę te memy tworzyć. Ale najśmieszniejsze jest to, że to co opisałam jest prawdą. Życie tworzy niesamowite scenariusze. Nie wierzycie? Niech będzie, że mi się przyśniło, jeśli oczywiście lepiej się poczujecie. Bardzo mnie cieszy, że tak wielu cztelników portali plotkarskich tak gwałtownie zaczęło wyznawać umiłowanie do prywatności… celebrytów. A hejterzy zaczęli opowiadać o moralności. Cuda po prostu. Nagle mikro relacja z udziału w imprezie gwiazd wywołała dyskusję o tym co wolno, a czego nie wolno dziennikarzowi. Otóż spieszę z wyjaśnieniem, że kwestia ta jest mocniej uregulowana w Kalifornii niż w Polsce. Są to reguły surowe, ale w ich ramach dziennikarz może działać i zbierać informacje, materiały oraz je publikować. Dlatego bardzo ostrożnie pisałam tę relację insiderską, aby działać zgodnie z regułami. Było to o tyle łatwe, że nie interesują mnie bardzo chronione intymne szczegóły relacji osobistych gwiazd showbiznesu, zasłyszane informacje prywatne, a tym bardziej ich przekazywanie (to robią brukowce). Przyjęłam w naturalny  sposób inny cel: postanowiłam oddać klimat imprezy głównie poprzez pokazanie moich własnych przeżyć, a nie cudzych. Nie wchodząc w dalsze wywody, wszystko jest zgodne z dziennikarskimi regułami gry w USA. To oczywiste, że osoby znane w ogóle nie chcą by na ich imprezach byli dziennikarze. I oczywiście, setki dziennikarzy (z kilkoma rozmawiałam) z całego świata marzyło, aby się dostać na tę imprezę. To wspaniałe, że mi się udało. Efektem tego była nie tylko cudowna noc, ale również super zdjęcie, które obiegło, jak się okazuje, cały świat. Oczywiście naraziłam się wielu osobom w Los Angeles takim materiałem. Ale taka jest cena pisania tekstów insiderskich. I trzeba trochę odwagi. Dziennikarze cały czas wszystkim się narażają. Bardziej narażam się myśliwym czy Ministerstwu Środowiska. Więc na pewno nie będę się przejmować ewentualnym zakazem wstępu na imprezy w USA. A miłą nagrodą są zaproszenia udzielenia wywiadów w światowych telewizjach.

A post shared by Kinga Rusin- Official Profile (@kingarusin) on

https://www.instagram.com/p/B8iyTIxHw4N/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

Jednak to co zrobiły z wpadką Kingi Rusin „Wiadomości” TVP żartem już nie było. Było ohydną szyderą i skandalicznym wykorzystaniem zachowania dziennikarki, jako pretekstu do ataku na wszystkich, którym nie podoba się obecna władza. Zrobione to zostało na dodatek na żenująco niskim poziomie. Męski głos parodiujący Kingę Rusin jest czymś tak kuriozalnym w programie informacyjnym, że nawet nie wiem jak to skomentować. Od zawsze był zwyczaj, że w takich programach teksty napisane przez kobiety czyta lektorka a napisane przez mężczyzn lektor. Czemu „Wiadomości” odeszły od tej niepisanej, ale logicznej zasady? Żeby bardziej dopiec i ponabijać się z dziennikarki. I to ponabijać w sposób najbardziej żenujący z możliwych.

Na dodatek jako komentatorów wykorzystano świadomego tego Jarosława Jakimowicza, aktora-amatora, który po latach próbuje wrócić na szczyty popularności bratając się z władzą (czy robi to szczerze czy to koniunkturalizm – to już inna sprawa). Niestety do tego dorzucono nieświadomego niczego aktora zawodowego Piotra Zelta, który w rozmowie z Wirtualną Polską powiedział:

Zostałem oszukany od początku do końca. Maciej Sawicki, który jest autorem materiału, zadzwonił do mnie z propozycją wypowiedzenia się, jak to ujął, do materiału life-stylowego. Nie powiedział mi, że chodzi o „Wiadomości”. Mówił za to, że chodzi o lekki i miły komentarz ws. zamieszania wokół Kingi Rusin. Przystałem na to sądząc, że będę głosem przeciwwagi. Jednocześnie zakładając, że ktoś inny odda swój krytyczny głos.

Do tego uznano, że zachowanie Kingi Rusin to wstyd dla Polski, które to zdanie włożono w usta wspomnianego już Jarosława Jakimowicza. Wstyd dla Polski? No to już naprawdę gruba przesada.

Całość tego „dzieła” uzupełnił Borys Szyc, któremu w materiale zarzucono pijaństwo, choć on sam od lat deklaruje trzeźwość. Ale wrzucono go do tego kuriozalnego worka, bo mu się śmiał nie spodobać rząd i kilka razy dał temu wyraz. A przecież konstytucja gwarantuje wolność poglądów także politycznych. (Mnie się na przykład jeszcze żaden polski rząd po 1989 roku nie podobał i co?)

I na koniec: kiedyś byłoby nie do pomyślenia, by flagowy program informacyjny w mediach publicznych zajmował się takimi rzeczami, jak wpadka dziennikarki innej stacji dokonana przez nią nie w związku z wykonywanym zawodem, ale w związku z życiem prywatnym, nawet jeśli jest ono relacjonowane gdzieś w sieci!

Jeśli to jest to coś, co serwuje się nam za te dwa miliardy to ja przepraszam. Liczyłam na wyższy poziom. A przede wszystkim na natychmiastową likwidację ogłupiających społeczeństwo reklam. Ale chyba po raz kolejny dostaliśmy dowód na to, że chodzi o to, by społeczeństwo było głupie i nadal głupiało w zastraszającym tempie. Pomagają w tym już nie tylko reklamy, głupie programy rozrywkowe, ale i „Wiadomości”.

A tym, którzy chcą sami wyrobić sobie zdanie dedykuję te trzy Tweety TVP INFO. Składają się one w całość reportażu o instagramowej przygodzie Kingi Rusin.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, blogerka.