Różne twarze nastolatek

Spread the love

Od kilku tygodni portale piszą o wulgarnej nastolatce ze Strzegomia. Dziś opublikowały artykuły o blogujących dziewczynach chorych na raka. Okres dojrzewania ma wiele twarzy. Wiem coś o tym, bo mam w domu nastolatka, obserwuję jego koleżanki i kolegów, czytam listy od nastolatków, a także świetnie pamiętam siebie z tamtych lat. 
Nastolatki są z jednej strony do siebie podobne z drugiej strony każdy jest inny. W oparciu o te listy, które do mnie przychodzą (zarówno do Magazynu 13-tka, jak i prywatnie) mogłabym podzielić nastoletnie dziewczyny na kilka grup. Oczywiście pamiętając, że jest to podział sztuczny i dokonany na podstawie jednego czy dwóch listów od każdej z nich. 
Są więc „ambitne” pragnące być kimś i pytające, jak to osiągnąć. Jest ich sporo. Marzą o byciu piosenkarkami, aktorkami, sportowcami, naukowcami itd. Bywa, że przeżywają jako katastrofę czwórkę na koniec roku z jednego przedmiotu. Dramatyzują, że ktoś ma szóstkę, choć mniej umie. 
Najwięcej jest „wiecznie zakochanych”, których problemem jest miłość, chłopak itd. 
Są „roszczeniówki”: dziewczyny z pretensjami, roszczeniowo nastawione do świata, skarżące się, że rodzice nie kupili im modnych spodni.
Są „lenie”: to te, które coś interesuje, ale same sobie nie chcą tego znaleźć. Dotyczy to zarówno stron w internecie, jak i miejsc realnych. Np.: „Mieszkam w Toruniu, czy mogłabyś mi polecić jakiś fajny dom kultury, w którym działoby się coś fajnego?”
Są „agresorski”: nienawidzę… i tu pada czyjeś imię. Jak się jej pozbyć? 
Są „strojnisie”, których jedynym problemem jest moda, uroda, dieta, kosmetyczka itd. 
Są „samotniczki” szukające przyjaźni, marzące o przyjaciółce od serca.  
Są „sieroty”, którym umarło jedno z rodziców i to jest ich problemem. 
Są „dzieci rozwodników”, które z tego powodu przeżywają dramat. 
Są „chore” nie potrafiące pogodzić się z chorobą, którą bywa nowotwór, ale częściej choroby kręgosłupa, cukrzyca i inne powodujące, że trzeba być na specjalnej diecie. 
Są także „szokowaczki”. Ich listów, gdy przychodzą do redakcji, ani nie publikuję ani nie zatwierdzam na forum, bo nie chcę by nasza strona straciła znaczek sieciaka, czyli bezpiecznej w sieci. „Szokowaczki” bez skrępowania piszą o „robieniu laski”, seksie analnym, lesbijstwie i seksie grupowym, w którym oczywiście biorą udział jako gwiazdy. Wszystkie na końcu listów pytają: „Czy jestem normalna?”. Właśnie do grupy „szokowaczek” należy „słynna” szesnastolatka ze Strzegomia, która koleżankom opowiedziała w wulgarny sposób, jak uprawiała na ławce seks ze starszym kolegą, a on się nie sprawdził. Na dodatek wyznania nagrane telefonem komórkowym znalazły się w sieci (wpuścił je kolejny „szokowacz” lub „szokowaczka”) i… obgadany „bohater” targnął się na swoje życie.  Pal sześć czy szesnastolatka zmyślała, czy było to naprawdę. (Moim zdaniem zresztą zmyślała.) Fakt, że opowiedziała to, co opowiedziała i… nie wstydziła się to wszystko właśnie w ten sposób i tymi słowami opowiadać. Nie wstydziła się mówić, że brała do buzi, gdzie on jej wsadzał palce. Na szczęście „szokowaczki” to cały czas margines oblicza nastolatek. Choć na pewno należy się nad nimi zastanowić. Co takiego dzieje się w ich życiu, że takie rzeczy opowiadają koleżankom, nagrywają te zwierzenia itd. Mnie uczono, że to co jest między dwojgiem ludzi – jest ich. Fakt, że uczono też, że wtedy musi być miłość. Może za mało w domu nastolatki ze Strzegomia mówiono o miłości? 
Miłość jest ważna. To motor napędzający świat. Jest natchnieniem poetów, malarzy i kompozytorów. Natchnieniem może być jednak i cierpienie. To z cierpienia zrodził się blog trzech dziewczyn zmagających się z nowotworem. Przyznam, że dawno nie czytałam niczego tak bardzo autentycznego. Ten autentyzm miał również (i cały czas ma) ubiegłoroczny laureat konkursu „blog roku 2008”, czyli zrodzony również z cierpienia i tęsknoty, ale też z miłości blog nastolatki piszącej po stracie ojca. Pamiętam, że wtedy w komentarzach pod jej blogiem pojawiały się wpisy, że bloga założyła niedawno, więc na pewno nie starczy jej pary by długo go pisać itd. Pary starczyło, bo pisze do dziś. Miłość do ojca okazała się dłuższa od jego życia. Miłość do życia trzech dziewczyn walczących z chorobą mocniejsza niż sama choroba. Wprawdzie dwie walkę z nią przegrały, ale została ta trzecia. Może jeszcze napisze słowo o tym, jak wspomina swoje koleżanki. Teraz fragmenty tego bloga mają trafić do podręczników. To dobry pomysł. Ten blog to wielki kontrast w stosunku do wyznań dziewczynki ze Strzegomia. A przecież wszystko to są nastolatki. Ale jakże inne. To dowód, że dojrzewanie ma wiele twarzy. A to, jak dojrzewamy i co wynosimy z życia, zależy od przeżyć. Może i ta dziewczyna ze Strzegomia zmieniłaby się pod wpływem choroby? (Oczywiście wcale jej choroby nie życzę).
Internet jest dziś dobrodziejstwem i przekleństwem. Dobrodziejstwem był dla blogujących dziewczyn, bo był dla nich terapią. Na pewno też pomagał i innym zmagającym się z chorobą. Na pewno pomagał też rodzinom chorych. Z kolei nam – ludziom zdrowym – pomagał uwrażliwić się na cierpienie innych. Pokazywał też, że nasze problemy są niewiele warte. Ten sam Internet stał się też przekleństwem dla wielu innych. Wystarczy wspomnieć chłopaka, który powiesił się po tym, jak w sieci znalazły się zwierzenia nastolatki ze Strzegomia. Bo Internet jak nabita broń. Trzeba umieć z niej korzystać. Internauci słusznie przekonali ostatnio Premiera, że tworzenie listy stron zakazanych jest bez sensu, bo to powrót cenzury i może dochodzić do nadużywania kagańca nakładanego na wolność słowa. Jestem jednak za tym, by przekonali jeszcze Ministerstwo Edukacji Narodowej do wprowadzenia do szkół nauki kultury internetowej. Wtedy nikt nie wpuszczałby do sieci pewnych rzeczy. Bo cenzurę trzeba mieć w sobie. I nie wiem, czy nie powinno się tego uczyć właściwie od kołyski.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, blogerka.