W zawieszeniu

Spread the love
W zawieszeniu
Po ostatnim moim wpisie zawrzało w mojej poczcie. Posypały się listy. Wszyscy psioczą na Onet (z byłymi pracownikami włącznie) oprócz… samego Onetu. No, ale przecież jak mówi stare przysłowie „zły to ptak, co własne gniazdo kala”. Onet na razie zaproponował mi przejście z blogiem do innego onetowskiego portalu blogowego. Jest to o tyle zabawne, że… adres, którym byłabym zainteresowana jest zajęty przez jakiegoś idiotę i nie wykorzystywany od 7 lat! Idiota założył bloga tylko po to, by komuś dokuczyć. Stworzył więc pięć wpisów i… zajął się czymś innym. Mam nadzieję, że bardziej pożytecznym. Nie zmienia to jednak faktu, że ja tkwię na stronach Onetu wierna jak pies, ale z pieskim życiem. Poprzedni wpis zamieszczałam z przygodami – jak zwykle. Na razie jeszcze decyzji nie podjęłam, ale… czyż różne moje przygody nie pokazały, że wszystko jest kwestią czasu?
Oto pisałam o powołaniu do kapituły pewnego konkursu i pomyłce w nazwisku, a tu… ZONG! – jak głosi dymek w komiksie, gdy ktoś spada na ziemie. Jednak chodziło o mnie! Mail nie przychodził, bo pani, która dzwoniła pomyliła adres.
Może więc i sprawa z Onetem się wyjaśni i będzie mi… lżej blogować? Na razie wysłałam jeszcze jednego maila z propozycją i… czekam na odpowiedź. Przyznam, że liczę na tak zwane pozytywne załatwienie mojej sprawy. Bo przecież jestem optymistą. Optymiści żyją dłużej. A ja zamierzam żyć bardzo długo i złośliwiec z dnia na dzień. Teraz jestem w blogowym, ale nie błogim, zawieszeniu. Myślę jednak, że nie na długo.
PS Na powtarzające się w listach pytania komu kibicujemy w związku z tym, że ja i Ulubiony jesteśmy biało-czerwono-niebiesko-żółci? Odpowiadam zgodnie z prawdą. Nikomu. Nie oglądaliśmy ani meczu Polska-Grecja, ani Ukraina-Szwecja. Wyniki znamy, bo trudno nie znać. W końcu jesteśmy ludźmi czytającymi informacje. Ja Tytoniu palić nie zacznę, a Ulubiony od Andrieja Szewczenki woli Tarasa.

Po ostatnim moim wpisie zawrzało w mojej poczcie. Posypały się listy. Wszyscy psioczą na Onet (z byłymi pracownikami włącznie) oprócz… samego Onetu. No, ale przecież jak mówi stare przysłowie „zły to ptak, co własne gniazdo kala”. Onet na razie zaproponował mi przejście z blogiem do innego onetowskiego portalu blogowego. Jest to o tyle zabawne, że… adres, którym byłabym zainteresowana jest zajęty przez jakiegoś idiotę i nie wykorzystywany od 7 lat! Idiota założył bloga tylko po to, by komuś dokuczyć. Stworzył więc pięć wpisów i… zajął się czymś innym. Mam nadzieję, że bardziej pożytecznym. Nie zmienia to jednak faktu, że ja tkwię na stronach Onetu wierna jak pies, ale z pieskim życiem. Poprzedni wpis zamieszczałam z przygodami – jak zwykle. Na razie jeszcze decyzji nie podjęłam, ale… czyż różne moje przygody nie pokazały, że wszystko jest kwestią czasu? Oto pisałam o powołaniu do kapituły pewnego konkursu i pomyłce w nazwisku, a tu… ZONG! – jak głosi dymek w komiksie, gdy ktoś spada na ziemie. Jednak chodziło o mnie! Mail nie przychodził, bo pani, która dzwoniła pomyliła adres. Może więc i sprawa z Onetem się wyjaśni i będzie mi… lżej blogować? Na razie wysłałam jeszcze jednego maila z propozycją i… czekam na odpowiedź. Przyznam, że liczę na tak zwane pozytywne załatwienie mojej sprawy. Bo przecież jestem optymistą. Optymiści żyją dłużej. A ja zamierzam żyć bardzo długo i złośliwiec z dnia na dzień. Teraz jestem w blogowym, ale nie błogim, zawieszeniu. Myślę jednak, że nie na długo.PS Na powtarzające się w listach pytania komu kibicujemy w związku z tym, że ja i Ulubiony jesteśmy biało-czerwono-niebiesko-żółci? Odpowiadam zgodnie z prawdą. Nikomu. Nie oglądaliśmy ani meczu Polska-Grecja, ani Ukraina-Szwecja. Wyniki znamy, bo trudno nie znać. W końcu jesteśmy ludźmi czytającymi informacje. Ja Tytoniu palić nie zacznę, a Ulubiony od Andrieja Szewczenki woli Tarasa.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, blogerka.