Czym jest wolność?

Spread the love

„Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” – powiedział Alexis de Tocqueville (1805-1859) – francuski myśliciel polityczny, socjolog i polityk. Jest autor dwutomowego dzieła „O demokracji w Ameryce”, które uchodzi za najbardziej przenikliwą analizę demokratycznego społeczeństwa politycznego. Jak kiedyś gdzieś wyczytałam, największe znaczenie mają jego analizy konfliktu między wolnością i równością. Zajmował się też stowarzyszeniami i wszelkiego rodzaju organizacjami. Tocqueville krytycznie oceniał niektóre aspekty demokracji, gdyż uważał, że ustrój demokratyczny może prowadzić do degradacji ludzkiej natury. Za największą wartość demokratycznego społeczeństwa uznawał wolność, dla której zagrożeniem jest tyrania… większości. (Proszę na to zwrócić uwagę!) Jednostka może się przed nią chronić tylko dzięki wolności stowarzyszeń i wolności słowa. Zdaniem Tocqueville’a To właśnie stowarzyszenia i prasa służą wyrażaniu opinii mniejszości. Oczywiście w czasach Tocqueville’a nie było jeszcze radia i telewizji, ale podejrzewam, że można używane przez niego słowo prasa zamienić na słowo media.

Piszę o tym wszystkim, gdyż wczorajsze wydarzenia w sejmie wokół ustawy zwanej popularnie LEX TVN pokazały, że jako społeczeństwo moim zdaniem nie do końca wiemy lub nie rozumiemy czym jest ta wolność. W ogóle nie przyswoiliśmy sobie mądrości Tocqueville’a. Nie rozumiemy jego sentencji, którą przytoczyłam na początku.

Mamy w Polsce dwa ścierające się obozy. Wbrew pozorom bardzo do siebie podobne. Jednym jest obóz rządzący, a drugim opozycja. W tej chwili obóz rządzący chce zamknąć usta TVN, choć oczywiście towarzyszy temu pokrętne tłumaczenie o tym, by obcy kapitał spoza Unii tu nie mieszał. Śmiech na Sali, bo obcym kapitałem jest USA. A mówi się, że chodzi o kraje arabskie etc. Nie słyszałam, by jakiś kraj arabski był zainteresowany przejęciem jakiejkolwiek polskiej stacji telewizyjnej. Z kolei opozycja chce likwidacji TVP INFO i zbiera podpisy.

Od dawna wyłączyłam TVP i w swoim telewizorze omijam je szerokim łukiem. O tym co jest na antenach wiem z internetu, bo przecież pewne rzeczy można obejrzeć w sieci w ramach powtórek. Wyjątek stanowią TVP Seriale (oglądam te stare oraz „Ranczo”) i czasem TVP Kultura. Za TVN nie przepadam, bo nie podoba mi się oferta programów rozrywkowych, które uważam za na dość niskim poziomie. Oglądam jednak czasem filmy. Zupełnie nie odpowiada mi Telewizja Trwam, gdyż jej publicystyka jest na niskim poziomie, dziennikarze amatorscy, bo ich dykcja fatalna, wymowa straszna, język z błędami etc. Podobnie zresztą jest z TV Republika. Zachwycam się TVS (choć mam też uwagi) i ubolewam, że nie ma jakiejś prywatnej telewizji Mazowsze, która byłaby na podobnym poziomie i pokazywałaby informacje z mojego regionu. Generalnie uważam jednak, że widz powinien mieć wybór i pilota w ręku, by tego wyboru dokonać. Jeden program w TV już mieliśmy.

Ale czy przypadkiem w Polsce już od dawna nie ma wolności wyboru jeśli idzie o oglądanie telewizji, a nawet filmów? Po pierwsze, by oglądać niektóre stacje telewizyjne trzeba mieć satelitę. Rzecz dotyczy nawet stacji krajów Unii Europejskiej. Przykład? Proszę bardzo. Tak jest ze stacjami niemieckojęzycznymi z Niemiec czy Austrii. Mam pakiet Orange. Próżno tam szukać stacji po niemiecku. Jest anglojęzyczne Deutsche Welle. Pewnie bym o tym wszystkim nie wiedziała, gdyby nie fakt, że Ulubiony zaczął uczyć się niemieckiego, a ja postanowiłam sobie język Goethego przypomnieć, zwłaszcza, że nigdy z niemieckiego orłem nie byłam. I nagle okazało się, że na Orange nie ma żadnej stacji niemieckojęzycznej! Obdzwoniłam innych dostawców telewizji kablowej – u nich też w ofercie takich stacji brak. Na infolinii jednego z nich powiedziano mi, że nie ma telewizji niemieckich, bo Niemcy to nasz odwieczny wróg. „Przecież zrobili Auschwitz” – powiedział męski głos w słuchawce. „Czemu wobec tego mamy stacje rosyjskojęzyczne? Przecież Rosjanie zrobili Katyń.” – spytałam, ale w słuchawce zapadła cisza. Pan nie wiedział co powiedzieć. Wybąkał: „Nie wiem” i rozłączył się. Z tego powodu kupiłam nadajnik do odbioru telewizji satelitarnej, a kuzyn przestawił mi antenę, która została na moim dachu po cyfrze plus. Oglądam niemieckojęzyczne kanały. Są różne. Mam jednak ogromny ich wybór. Mam też niedostępne w ofercie Orange stacje włoskie etc.

Po drugie, by oferta filmów na różnego rodzaju VOD też jest ograniczona do tych nowych, albo co najwyżej z lat 90. Żeby obejrzeć coś z lat 60., 50. Czy 40 to już nie jest proste. Trzeba łamać prawo i korzystać z piractwa albo czekać aż pokaże jakaś stacja.

Wczorajsze głosowanie w sejmie i postawa Pawła Kukiza spowodowały pod jego adresem wylew pomyj. W ogóle mnie to nie dziwi. Tacy jesteśmy. Klniemy i wyzywamy. Z wściekłości, bezsilności itd. Jestem postawą Pawła z jednej strony rozczarowana, ale z drugiej strony obserwując jego poczynania to można się było po nim tego spodziewać. Analizę czemu to robi i co się z nim stało pominę, bo nie o tym jest ten tekst. Choć grafikę „Paweł KUPIS”, w której PIS napisano z wykorzystaniem logo popartej przez niego partii politycznej uważam za trafną. I chodzi nie tylko o PiS, ale też i o grę słów z czasownikiem kupować.

Nie jestem jednak w stanie zrozumieć postawy ludzi, którzy żądają od innych (w tym ode mnie) usunięcia Kukiza z grona znajomych na Facebooku i tłumaczenie tego tak: „Jeśli masz go wśród znajomych to znaczy, że nie jesteś zwolennikiem wolności”. Czyż zmuszanie szantażem do usuwania ludzi z grona znajomych nie jest zamachem na wolność zmuszanego do takiego postępowania?

Jakiś czas temu pisałam, że nie zgadzam się na mazanie po kościołach. Wtedy uznano, że automatycznie zgadzam się na prześladowanie LGBT. Teraz czytam, że jestem wrogiem wolności, bo nie pozbywam się z grona znajomych Kukiza. Ludzie! Co jest z wami??? Czy wy naprawdę wiecie czym jest ta wolność? Czemu moja wolność jest pomijana?

Mam dwóch znajomych, których synowie odebrali sobie życie. U obu powód był ten sam. Niezgoda na to jak wygląda świat. Ja też się z tym nie zgadzam, ale staram się temu światu dać jak najwięcej siebie. Zostawić po sobie dobry ślad. Czynić dobro. Gdybym miała wyrzucać z grona znajomych wszystkich, z których poglądami się nie zgadzam, mogłoby się okazać, że w ogóle nie mam znajomych. Bo zawsze znajdzie się temat, na który mamy inne zdanie. A wtedy… prosta droga do gigantycznej depresji.

PS Przyznam, że boję się, że za moment przeczytam, że jeśli np. nie zastrzelę pedofila to zgadzam się na jego czyny.

Print Friendly, PDF & Email

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

dziennikarka, pisarka, blogerka.