Kto chce – szuka sposobu, kto nie chce – szuka pretekstu

Spread the love

Przypomniało mi się to stare powiedzenie teraz, w czasie urlopu, kiedy postanowiłam pojechać do Berlina. Urlop spędzałam w Kołobrzegu, więc do Berlina są niecałe trzy godziny drogi samochodem. A Berlin to przecież mnóstwo muzeów. Dla mnie to także sporo znajomych, którzy mieszkają tam od lat i z którymi dawno się nie widziałam.

Odezwałam się do kilku osób i powiedziałam, że wybieram się do Berlina na jeden dzień – albo we wtorek, albo w środę, albo w czwartek, albo w piątek. Każdemu z nich zaproponowałam, żeby podał, który dzień najbardziej by mu pasował, żeby wyskoczyć na kawę do centrum. Stawiam.

I nagle okazało się, że nikomu żaden z tych terminów nie pasuje. Przy czym wyglądało to tak, że najpierw pytałam, czy są w Berlinie. Tak, są. Potem mówiłam, że się wybieram. Potem padało pytanie: kiedy? Potem odpowiadałam: a kiedy Tobie pasuje? I gdy dochodziło do wymiany zdań, podczas której proponowałam wtorek, środę, czwartek albo piątek, okazywało się, że właściwie nie pasuje żaden z tych dni.

Co ciekawe, równocześnie kilkadziesiąt kilometrów od Kołobrzegu koleżanka z dzieciństwa likwidowała mieszkanie po mamie. Nie widziałyśmy się twarzą w twarz prawie trzydzieści lat. Kiedy zgadałyśmy się, że w tym samym czasie będziemy na wybrzeżu, kilkadziesiąt kilometrów od siebie, zaproponowałam spotkanie. Ucieszyła się. Najpierw planowałyśmy, że spotkamy się w połowie drogi. Potem zaczęła pisać, że ma strasznie dużo pracy z tym likwidowaniem mieszkania, więc zaproponowałam, że dojadę do jej miejscowości. Przecież mam samochód. I nagle otrzymałam wiadomość, że nie możemy się spotkać. Mogłaby mi poświęcić najwyżej godzinę, a chciałaby dłużej. OK, pomyślałam. Pogadałyśmy jeszcze chwilę i rozłączyłyśmy się.

Zaczęłam wtedy myśleć o jednej rzeczy. To są przecież osoby, z którymi mam kontakt przez Facebooka. Zapewne wydaje im się, że wiedzą, co u mnie słychać, bo widzą coś na Facebooku. Prawda jest taka, że jeśli ktoś jest moim znajomym na Facebooku, śledzi mój prywatny czy oficjalny profil, to można powiedzieć, że nie wie nic. Albo wyciąga mylne wnioski. Na przykład jeden kolega, na podstawie oficjalnego profilu, na którym relacjonowałam wakacje, wyciągnął wniosek, że porzucił mnie mąż. Wniosek wziął się stąd, że na zdjęciach z wakacji nie ma mojego męża. A skoro nie ma mojego męża, to znaczy, że spędzam wakacje bez niego. A skoro spędzam wakacje bez niego, to na pewno mnie porzucił. Tak nie jest. Po prostu czasem ludzie spędzają wakacje osobno, a przyczyn tego może być wiele. U nas były dwie. Pierwsza to zwierzaki, z którymi ktoś musiał zostać przez trzy tygodnie. Druga była taka, że mąż miał coś bardzo pilnego do załatwienia i musiał zostać w Warszawie.

W tym samym czasie z wakacji w Kołobrzegu postanowiłam wyrwać się do Szczecina. Dojechałam tam i już będąc na miejscu zadzwoniłam do kolegi ze studiów z pytaniem, czy ma dziś czas. Nie miał. Ale znalazł. Umówiliśmy się, że po zajęciach ze studentami odezwie się i gdzieś się spotkamy. Spotkaliśmy się. Poszliśmy na kawę, na spacer, a potem odprowadził mnie do samochodu. Spędziliśmy razem bardzo miłe dwie godziny.

A co z Berlinem?

Oprócz znajomych odezwałam się też do siostrzeńca. Niestety, w tym czasie był w Holandii u swojego brata, czyli drugiego mojego siostrzeńca. Ale w domu została jego żona. Zadzwoniłam do niej z drogi do Berlina. Oczywiście była w pracy. Ale po pracy? Nie ma problemu. Zobaczymy się na kawę! Padło nawet pytanie, czy chcę zanocować. Nie chciałam i nie mogłam, bo na następny dzień musiałam być z powrotem w Kołobrzegu.

I tak wyszło, że ci, którym dałam najmniej czasu na podjęcie decyzji, zrobili wszystko, by się ze mną spotkać. Ci, których uprzedzałam dużo wcześniej, żeby mogli sobie coś zaplanować, nie mieli dla mnie czasu. Nawet nie spytali, kiedy ostatecznie przyjadę. Jakby w ostateczności moje milczenie stało się dla nich wygodne. Nie trzeba nic dogadywać. Mają mnie z głowy. Co z tego wynika? Ano właśnie to, co napisałam na wstępie: kto chce, szuka sposobu, kto nie chce – szuka pretekstu. A myślę, że media społecznościowe obnażyły powierzchowność naszych kontaktów. Ludziom wydaje się, że jeżeli mają wielu znajomych na Facebooku, to mają ich również w rzeczywistości. Nic bardziej mylnego. Facebook i podobne platformy obnażają naszą samotność. Moją obnażyły naprawdę bardzo, ale to bardzo mocno. I nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mi się chciało dzwonić do ludzi, których nie widziałam wiele lat, i pytać ich, czy chcą się ze mną spotkać. Oczywiście nie gniewam się i nie dlatego o tym piszę, że poczułam się urażona, czy coś w tym stylu. Broń Boże! Po prostu naszła mnie refleksja. A poza tym nie lubię rozczarowań. Przyjmuje, że niepodtrzymywane znajomości należy uznać za zakończone.

Zwłaszcza, że kolega ze Szczecina, z którym spędziłam miłe dwie godziny, to osoba, z którą mam w miarę częsty kontakt. Z kolei rodzina z Berlina to rodzina, a kontakty rodzinne zawsze rządzą się swoimi, zupełnie innymi prawami.

A na zdjęciu Neue Nationalgalerie Berlin i wystawa Constantina Brâncuși’ego.

Author: Małgorzata Karolina Piekarska

Z wykształcenia: historyczka sztuki, scenarzystka i bibliotekarka. Z zawodu: pisarka, dziennikarka i muzealniczka. Z pasji: blogerka, varsavianistka i genealożka. Miłośniczka: książek, filmów, gier planszowych, kart do gry, jamników i miodu...